Posłusznie posłuchałam siostry i poszłam z Louisem po jedzenie. Gdy byliśmy już na dachu Louis zaczął się wydurniać, strasznie mnie to rozśmieszyło.
-Co Ty robisz?-zapytałam rozśmieszona.
-Wygłupiam się.-to mówiąc zrobił salto.
-Nieźle. Ale mieliśmy pójść po jedzenie.
-To przecież idziemy.
-Właśnie widzę.-usłyszałam wycie wilka.-Słyszysz?
-Tak, co to?
-Safa. Ona chroni mnie i moją siostrę. Jest wilkiem, szybkim i zabójczym. Biała furia.
-Serio? Ja miałem sztucznego gołębia, nazywał się Kevin.
-Co się z nim stało?
-Został w domu.
-Aha...Bardzo ciekawe. Może Safa ma coś do jedzenia.-Ten wilk? Niby co może mieć do jedzenia? Mięso?
-No chyba raczej. Chodź.-chłopak mnie posłuchał i po chwili stanęliśmy na przeciwko Safy. Louis cofnął się trochę. Widziałam strach w jego oczach. Biała furia usiadła i spojrzała się na niego ze zdziwieniem. Pociągnęłam Louisa za rękę i podeszliśmy do Safy. Furia zaczęła mu się przyglądać z coraz większym zdziwieniem.
-Naprawdę aż tak się jej boisz?-zapytałam wystraszonego Louisa.
-Yhy...Ona jest ogromna.
-A co myślałeś? Że mała? To dorosły wilk. Safa przynieś coś do jedzenia!-ani się obejrzałam, a biała wilczyca przyniosła to o co proszę. -Dobra furia. -A tak w ogóle, to skąd ona ma kanapki?
-Zwinęła komuś. A co? Lepiej się ciesz, że nie przyniosła jakiegoś martwego zwierzaka.
-A nic. To co wracamy?
-Wracamy, ale...
-Ale co?
-Nie zostawię tu Safy.
-Ale ja tak.
-To idź sam.
-Ale nie znam drogi.
-Więc wilk idzie z nami.
-Ale...
-Ale co?
-Ja się jej boję...
-Ty? Wielki gangster? I boi się wilka? No niezłe żarty Louis, Safa choć.
-Ale ja nie żartuję...
-Prawie się nabrałam. No choć.
Pociągnęłam przestraszonego Louisa i poszliśmy w kierunku domu, Safa szła z nami.
*Oczami Jessicy
Moja siostra nie wracała długo z Louisem i jedzeniem, dziwne. Zazwyczaj dwie sekundy i jest z powrotem. Jeśli ten chłopak coś jej zrobił to...
-Hejka wszystkim. Mam kanapki i wielkiego wilka!
No cóż... Cała moja siostra. Najśmieszniejsze w tej całej sytuacji było to, że Louis stał za nią i nie robił żadnego kroku do przodu.
-Louis! No chodź! Mówię Ci, Safa nic Ci nie zrobi. - Karina próbowała go przekonać, no i jej się to udało. Po zjedzonej kolacji, Karin poszła na swoje miejsce, mianowicie parapet. Nie wiem dlaczego, ale strasznie uwielbia gapić się na ulice tego miasta. Podszedł do niej Louis, co mnie nie za bardzo zdziwiło i usiadł na przeciwko mojej siostry, na co ona prawie w ogóle nie zwróciła uwagi. No cóż jej wybór. Z zamyślenia wyrwał mnie Harry.
-Nad czym tak rozmyślasz?
-Nad niczym, tak sobie obserwuję moją siostrę.
-Siostrę czy Louisa?
-Siostrę. Louis mi się nie podoba, zresztą chyba wpadł mojej siostrze w oko. Cały czas o czymś ze sobą gadają. A tak swoją drogą, nie wiem czy mi powiesz, ale po co wam narkotyki?
-Do ćpania.
-A tak na serio?
-No to Ci odpowiedziałem tak na serio.
-Bez sensu.
-A jednak. Dobra idę do Zayna, jak coś to mnie zawołaj, dobra?
-Dobra.
*Oczami Kariny
Louis jest strasznie zabawny, cały czas mnie rozśmiesza. A moja siostra to wszystko obserwuje z daleka i myśli, że się nie skapnę. Zabawna jest.
-Gdzie wcześniej mieszkałeś?
-W Doncaster. Było tam nawet fajnie, ale po prostu nie obchodzi mnie rodzina i tyle.
-Ja dałabym wszystko by mieć rodzinę.
-A ja dałbym wszystko żeby jej nie mieć. Logika. Ty masz właśnie fajnie.
-Lou? Mogę tak w ogóle do Ciebie mówić?
-Oczywiście.
-Mogę się o coś Ciebie zapytać?
-Spoko, pytaj śmiało.
-Czy czasem nie chciałbyś do nich wrócić? Wrócić do domu?
-Wiesz co? Może czasem, ale to prawie w ogóle.
-A dlaczego tak naprawdę uciekłeś?
-Chcesz znać prawdę? Proszę. Kiepsko się uczyłem, dlatego mój ojciec codziennie się wkurwiał, matka cały czas narzekała, a no i oczywiście moje całe rodzeństwo doprowadzało mnie do szału.
-Przepraszam, że w ogóle zapytałam. Nie chciałam Ciebie zdenerwować...
-Nic się nie stało. To ja przepraszam. Nie powinienem, aż tak nerwowo się zachować - to powiedziawszy mnie przytulił. Przyznam, że mnie tym zaskoczył, bardzo mocno zaskoczył. Odwzajemniłam uścisk.
Gadaliśmy jeszcze trochę i poszliśmy spać.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz